wtorek

Meee woooow miau mrrr miau mruuu czyli troszku o przyjemnościach

Hey hey moi mili.. :D
Jak Wam mijają ostatnie dni?, bo mi bardzo dobrze...  Jesień jest cudowna,  lecz  nie mogę się doczekać zimy, którą zresztą kocham *mam fajny męski kożuszek *

Mi bardzo dobrze,  a dlaczego?  Otóż było parę rzeczy przyjemnych...
Zacznijmy od początku...
 Otóż co jakiś czas jeżdżę do przyjaciela,  nazwijmy go X,  który jest mi bardzo bliski i za którego mógłbym stracić życie... 
Ostatnio przyjechałem do niego i pewności nie mam, czy to był czwarty,  czy trzeci dzień pobytu...ale stwierdziliśmy wspólnie iż można się pobawić...  A wiecie jaki się bawią dorośli chłopcy? Mali zresztą też, ale ciii :P   Właśnie tak moje małe zboczuszki ;) 
Znaliśmy swoje wymagania oraz nasze reakcje na pewne czynności...
rozpoczęliśmy od zwykłej czułości,  bo ja sobie nie wyobrażam seksu bez choćby namiastki czułości...  choćby to miał być pocałunek...
A wracając do tematu to po pewnym dosyć krótkim czasie zaczęliśmy coraz bardziej chcieć więcej i więcej dlatego w ruch poszły ręce języki i usta...  Moje...  Gdyż uwielbiam dawać przyjemność... Podnieca mnie to jak ludzie reagują na to co robię z ich ciałami...
Czy wole być na górze...  Nie...  Ale sprawia mi przyjemność jak mój *posłużę się pewnym zwrotem *seme się wije jak piskorz bo nie potrafi panować nad reakcjami ciała... 
Gdy zacząłem go pieścić zaczął słodko jęczeć i wzdychać niczym w yaoi :D schodziłem niżej i niżej aż do penisa i zacząłem go pieścić głębokim gardłem i ssaniem oraz pieszczotami ciała, to było mega, następnie ...
*powyższe było z lata soo nevermind *

UWAGA UWAGA UWAGA UWAGA!!! 

INFORMACJA Z OSTATNIEJ CHWILI!!! 

Na drodze...  Szlag nie ten program :p
W nocy od godziny 3 do godziny czwartej w nocy miało miejsce zabijanie przyjemnością oraz doprowadzenie kochanka  do trzech orgazmów,  w tym dwóch suchych... 
[No musiałem wybaczcie...  :)  i tak wiem iż  mnie kochacie :*]
Po szczegóły łączymy się z naszym reporterem,  który jest już na miejscu zdarzenia, czy nas słyszysz Wiliamie Eszczur? ( heheszki :P )
-tak  słyszę Was,   z tego co mi wiadomo akcja rozgrywała się od 3 godziny nocnej i z relacji sąsiadów było tak dobrze,  że sami musieli zapalić *_*,  co chwilę słyszeli imię Boga i słowa "taak,  dobrze,  o Jezu"  nie wiem jak musiała to odczuwać osoba,  która temu była poddawana,  ale szczerze żałuję iz mnie tu wtedy nie było *śmiech *
  Dziękujemy Ci,  niestety z bohaterami owego zdarzenia nie udało nam się skontaktować,  dlatego przechodzimy do innych wydarzeń  z tejże nocy... 

 
E taaaak eeeeeeee noooo...

A tak serio to wymęczyłem dziś Pana X i to dokumentnie,  a mianowicie wpierw zaczęliśmy spokojnie, a potem zacząłem się bawić jego męskością.  Leżałem, lekko ssałem i ogólnie robiłem dobrze.  Po chwili zacząłem dopiero brać na poważnie i było głębokie gardełko i to cały czas,  w międzyczasie kiedy  robiąc deepthroat lizałem jądra i całego penisa, poruszajac lekko głową, bawiłem się jego wejściem. Cóż mogę powiedzieć,  jestem w tym kurewsko dobry :P
Po jakimś czasie dałem X odpocząć i gdy tylko usłyszałem, że jest gotowy na dalsze rzeczy podniosłem mu nogi i zacząłem lizać dziurkę...  Mmm lubię to robić *choć nie robię tego często,  powiem nawet iż dosyć rzadko * słyszałem tylko jęki i to dosyć głośne,  po krótkim czasie wziąłem głęboko penisa i co?  I usłyszałem jęczenie i wzdychanie charakterystyczne dla orgazmu...  Doprowadziłem X do suchego orgazmu,  z którego "wychodził  z co najmniej pięć minut,  podczas których się przytulaliśmy etc...  Po tychże pięciu minutach znów zacząłem go męczyć,  podobnie jak wcześniej lecz także inaczej,  inny był sposób ruszania jezykiem,  głową ... 
W czasie pozostałym do mleczka,  Doprowadziłem Pana X do jeszcze jednego suchego orgazmu,  po wszystkim Pan X  był tak padnięty iż w ciągu paru minut oddał się w objęcia Morfeusz *to był cudowny widok,  taki słodki*...  Lecz zanim to nastąpiło ułożyliśmy się wygodnie przytuleni  i dowiedziałem się,  że byłem pierwszym, który go w taki sposób wymęczył i że nigdy się tak nie czuł * moje ego podskoczyło o co najmniej czternaście pięter xDD *


A teraz czas na reklamy.. 



... I żegnamy reklamy... 

To teraz czas na wspominki.... 

Teraz  Wam opowiem o mojej kuzynce,  a dokładniej jak się wybraliśmy po pizze...
Byłem wtedy w podstawówce, czyli to było piętnaście lat temu :P
Kuzynka ma na imię M.. Mieszkała wtedy z rodzicami w Beskidzie Sądeckim ...
Mieszkała na parterze i bardzo często wchodziliśmy i wychodziliśmy przez balkon ;) ach my małe huncwoty.
Pewnego razu stwierdziliśmy iż  kupimy pizzę,  dostaliśmy kasę i idziemy,  zaznaczę iż to była zima,  taka ze śniegiem,  dużym śniegiem. 
Pizzeria była fajna, bo robili pizze w takim zajebistym starym piecu i na specjalnym kamieniu,  droga od  mieszkania kuzynki do pizzerii to jakieś dziesięć minut w jedną stronę,  czekanie to jakieś dwadzieścia pięć ,  czyli z powrotem winniśmy być po mniej więcej godzinie *licząc iż są inni klienci*
Więc my dziewięciolatki idziemy, oczywiście przez balkon, bo jakże by inaczej...  Dostajemy pizzę , pizza pachnie wspaniale,  jest mróz więc jeszcze bardziej nam pachnie, a my jako dzieciaki mówimy sobie spróbujemy jej *kto by się nie połasił na pachnąca pizzę*, suma summarum nie było nas trzy godziny i gdy w końcu daliśmy pudełko z pizzą okazało się iż w pudełku są dwa kawałki,  dosłownie dwa kawałki,  ciocia się roześmiała,  resztę żeśmy wpierdzielili,  dzieciaki,  które chciały ino jej spróbować,   a pizza miała z 50! cm średnicy,  takie tak heheszki,  oczywiście nikt się nie zdziwił *przypomnę wtedy nikt mało kto słyszał o czymś takim jak komórki,  a posiadanie takowej to było coś xDD to były początki Nokii 3310 xD *
Taka historyjka,  po wszystkim już nie chodziliśmy we dwójkę po pizzę,  zawsze ktoś nam towarzyszył ;) 
Tyle na dzisiaj moi milusińscy :) 
Yoł hoł hoł i butelka rumu :) 

czwartek

Meeeeeeoooooooow czyli dzień dobry kotki Wy moje... Dawnośmy się nie widzieli. Z mojej winy, bo co dużo mówić wiele się dzialo... Tak więc zapraszam

Jeszcze raz dzień dobry skarby moje.
Zacznę jak zwykle od retrospekcji... Na czym to ja skończyłem *paczy w notki* mmm... Hmmmmm.... Chyba już mam....
Tak więc etto.... *zapamiętać nie zaczynać  pisać notek o 4:30 nad ranem tak tak..*
Moje szczurki urosły i to bardzo. Są milutkie i takie fajne... Ale to w końcu szczurki, a one takie sooooooom:D. *To chyba nie retrospekcja, ale szaaaa.... *
A co się u mnie działo? Ano wiele... Ale od początku
Ano znów jestem sam jeśli chodzi o związki, ale nie mogę nic złego powiedzieć o moim byłym, te siedem miesięcy były naprawdę wspaniałe i nie zamierzam o nich zapominać jak i o Eryku.
Ale jak to w życiu bywa coś się kończy, a coś innego zaczyna. Tak jest i w tym przypadku. Było mi ciężko to zrobić i w sumie mówię przepraszam za sposób w jaki róż zrobiłem, ale miałem powody... Odchorowałem to na swój dziwny sposób i po miesiącu jest mi lżej, mam nadzieję iż Tobie również.
Teraz o czymś innym....
Aby poskładać psychikę pojechałem do znajomego na podkarpacie... pełno lasów wokół, jezioro niedaleko... Cud miód i malinki :) odpocząłem od wszystkiego i wróciłem z nowymi siłami.
Kupiłem sobie nawet odstrewowywacza, a mianowicie waveboard czyli deske na dwóch kółkach, gdzie trzeba poruszać ciałem aby jeździć... fajna zabawka mówię wam i polecam Magda Gessler... :P
Może coś jeszcze o szczurkach? Wiem, że chcecie ;)
Soooo... Moje dwa małe cudeńka szaleją jak tylko wyjdą z klatki, dwa małe potwory.. wejdą wszędzie dosłownie :P *lenny* a tak serio to poza przegryzaniem wszystkiego co się da to są słodkie i urocze niczym ja :D
Już się całkowicie do mnie przyzwyczaiły i na wolności przybiegają i bawią się moimi paznokciami * dzisiaj jeden z nich próbował mojego paznokcia czy jest jadalny * łażą po mnie niczym po meblu i się niczym nie przejmują...
No poza kąpielą, której nie znoszą.. Grey foxy wręcz się panicznie boi wody i broni się wszelkimi sposobami aby tylko nie musieć iść do wody, potrafi być nawet miły i uroczy, i się tulać, choć zwykle stroni od takowego zachowania... No ale jak to zwykle jest, każdy sposób jest dobry ;) niestety nie wychodzi mu to i mnie nie ruszają jego słodkie oczka i niewinne pełne żalu piski mówiące "ja już będę grzeczny i w ogóle, ale nie kąpiel "
Zwykle walka zaczyna się w momencie zanurzenia w wodzie, wtedy to nie jest szczur, a wąż morski, który potrafi się wysunąć zewsząd... Ale spokojnie poza zadrapaniami na całym ciele * Tak potrafi mi podrapać nogi choć sam do tej pory nie wiem jak :) * żadnych uszczerbków nie mam. Potem jak się wycieramy* bo obaj jesteśmy cali mokrzy * znów jest tulanie bo tego też nie lubimy... 
Ale potem jest i tak szczęśliwy bo czysty :D

Ale się rozpisałem.. To teraz ...

... czas na rekalmy...

Żegnamy reklamy...


    Teraz czas na wspominki...
Opisywałem ostatnio smutne rzeczy to teraz coś weselszego... Pójdziemy parę lat do przodu i cofniemy się do podstawówki *tak wiem, że dałem tu paradoks czasowy, ale do  ogarnięcia :P*
Moja podstawówka poza tym, że moja matka była ciągle niezadowlona to była wspaniała i jeśli miałbym się cofnąć do czasów szkoły... byłaby to właśnie podstawówka, a najlepiej klasa 1~3 bo wycinanki, czy wycieczki do lasu to było coś... Pamiętam taką jedna..
Była zima, taka jedna z tych z mroźnych i ze śniegiem po pas... Tak teraz takich już nie ma.. :( a wracając.. Wyszliśmy w 3 klasy i mogliśmy przez parę godzin robić co chcieliśmy.. soo były walki na śnieżki, jazda na lodzie, śniegu lub kolegach.. i było cudownie.. Jedne z najlepszych moich wspomnień z dzieciństwa :) Ale najgorsze to było po powrocie... nogi i ręce prawie odmrożone.. jednak jak teraz to wspominam to było warto.
Takich wyjść było jeszcze parę, ale to jedno zapamiętałem jako najlepsze :)
To chyba tyle moi milusińscy, mam nadzieję, że nie było strasznie czytać tego co napisałem... Bo szczerze to ja nawet tego nie czytam *żart... w końcu muszę poprawiać parę rzeczy :P*

piątek

Kocie spawki i nie tylko...

Miauuu mrrr mrau miaaaaaaauuuu mrrrr purr puuur purrrrr miua 


Czyli witam Was serdecznie i z nową energią :D 



Takie pytanie do Was: czo słychać w Waszych głowach, kocich, psich, czy jeszcze może sowich :p 


A tak poważnie to jestem ciekaw jak Wam mijają dni?




Soooo... tak tak... jesteście ciekawi co u Waszego koteła? Ja wiem, że tak :D :D :D



A co u mnie? Ach wiele spraw się zebrało.... Ale od początku..... 



      Zapewne chcecie wiedzieć, czy nadal mam karaczanowy problem, otóż zaradziłem temu kupując trutkę odpowiednią i zaaplikowałem jaw odpowiednie miejsca i jak na razie nie widać owych żyjątek :D Ale Wasz koteł nadal jest czujny i to bardzo, tak więc mam łapkę na pulsie i obserwuje :D 



    Zapomniałem o czymś ważnym, a mianowicie o moich dwóch milusińskich... czyli o szczurach :D 



   Tak tak Wasz KOTEŁ  ma dwa śliczne szczurki :D 




   Praaaaaawda, że śliiiiiiiczniutkie? i przy okiazji wiecie jak ja wyglądam :p Mój szpetny ryjek :p 
Sąąąąąą taaaaaaakie kochane :D wiem wiem rzygacie już tęczą ja wiem, ale no sami oceńcie moje dwa szkarbeńki :D

   Szary szczurek, tak mam dwa samce, zwie się Grey Foxy * z serialu, tylko nie pamiętam jakiego * jego nazwę wymyślił mój narzeczony i ten szczurek teoretycznie jest jego, jest też większy * jak i właściciel.... kochanie nie zabijaj mnie jak to będziesz czytał :* pamiętaj, że Cię kocham :* *

   Drugi natomiast nazywa się Mister Ratty i jak  mówi to jednym ciągiem, na jednym oddechu to  wychodzi miseratti :p noo, ale cóż #kreatywnośćtagbałdzo.


   Dzisiaj zwiedzały część domku nowego, gdyż jestem po przeprowadzce jak już wiecie , albo i nie * ta skleroza i lenistwo, aby zajrzeć do poprzednich postów :p *
   Jak widać szpaczerują sobie i obwąchują co się da :D 
Zajrzały do każdej dziury, do każdego zakamarka i tak dalej #missionimpossible #sprawdzićkażdymilimetr 

   Szczurki mam już ponad pół roku i są już całkowicie zadomowione :d łażą po mnie jak po meblu i mają mnie w ... jeśli nie daje im jedzenia akurat, lub spacerują... :p a to jest dosyć często :D 


    Z nowości to jeszcze to, że mam kocią rodzinkę, nie będę się zbytnio nad tym rozwodził, bo te osoby, które wiedzą to wiedzą, a poza tym inni nie skojarzą, jeśli ktokolwiek poza wiadomymi czytelniczkami to czyta :P :D

 Czas na reklamę :D ...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

... I po reklamie :D 



A teraz czas na wspominki :D 

Skończyłem na tym, że Wasz kotęł znalazł nową rodzinkę...

Sielanka trwała powiedzmy parę lat, jak to zwykle bywa... Zaczęło się sypać mniej więcej w 3 klasie podstawówki :p A dlaczego zapytacie, ano dlatego, że  mamusia miała inne wymagania aniżeli ja ambicje, i od zawsze chciała mieć syna, który pójdzie w jej ślady i zacznie być prymusem od zerówki i od początku podstawowej nauki i nie zależnie od tego jak to będzie i co będzie w życiu to syn ma być idealny, wręcz zachwycać  swoją wiedzą, ale to każdy rodzić chyba tak ma, a może się mylę?

Wiec Wasz kotęł jak się idzie domyślić nie był taki idealny, baaa do idealności wyśnionej przez rodzicielkę było dosyć daleko, gdyż Wasz koteł miał to wszytko w dupie tak kolokwialnie mówiąc..


Za nie powodzenia w nauce często były kary, teoretycznie motywujące, ale niech was nie zmyli moje niewinne spojrzenie na zdjęciach swoje  za uszkami miałem i nadal mam :D Mianowicie często wracałem do domu zbyt późno, nie moja wina, że po drodze był plac zabaw i strasznie kusił.

Raz nawet skończyłem zajęcia mniej więcej o piętnastej,  a do domu nie wróciłem do 22, matka wysłała ojca do poszukiwań, ale jak to bywa chciałem być bardziej sprytny... jak to okazałem? Otóż jak tylko zobaczyłem ojczulka na horyzoncie * nie, nie ma m na myśli horyzontu zdarzeń :D *  rzuciłem  plecak i mnie nie było... po prostu spierdoliłem z miejsca zbrodni wręcz i do domu zajrzałem dopiero po kolejnych trzech godzinach.... nigdy nie zapomnę bólu na tyłku po tej akcji... Tak i owszem moja matka uwielbiała kary cielesne... nie, nie mam żadnych śladów, prócz tych psychicznych :P

Ale to każdy ma jakieś, bo jak to mówią nikt nie jest normalny, ino nie zdiagnozowano dostatecznej liczby ludności :D



To tyle na dziś, następnie opowiem Wam o tym jak poszełem z ciocią i grupą na basen i dlaczego zwywano wtedy policję :D 

Do następnego skoku z bungee moi mili :D






czwartek

Karaczany, paczki i inne dziwactwa koteła :D

Miau mrrr miau m rrrrau mrrr miau 


Czyli zaczynamy :D




Yaaaaay drugi wpis, czy Wy też macie gęsia skórkę z tego powodu? Nie?.. ojej to tylko ja?!!... mhmmm kot się zjeżył  ;)




Tak wiec tego nooo... i kot stracił  wątek.. normalka :P

INFO O BLOGU

Moje chaotyczne pisanie będzie miało dwie części, otóż wpierw troszkę informacji z dnia poprzedniego, lub tegoż w zależności co się wydarzyło :p a potem retrospekcja :D :D Tak tak być może zacznę od warzyw :p yaaaay Pewnie myślicie: "coś z gotowaniem", otóż... opowiem później :D






Tak więc parę info z dnia dzisiejszego...



Jest * paczy na zegarek * 11:30, a ja rozpakowując paczkę nożem precyzyjnym przedziałem palec dość obficie :p Tak wiec mój dzień zaczął się wspaniale, chociaż nie, noc byłą wspanialsza... Dlaczego? spytacie... Ażeby na to odpowiedzieć muszę nadmienić, żem się przeprowadził.... walka z  właścicielem mieszkania trwała i trwała, ale to nudne prawne rzeczy, od których wasz koteł miauczy ze znudzenia i ziewa, więc pominiemy :D



              Otóż po paru miesiącach wreszcie koteł ma swój domek oraz rodzinę, z która mieszka i współegzystuje :D..a wracając do tematu, który się zagubił niczym moja dzisiejsza przekąska :p to idzie sobie koteł Wasz kochany prozaicznie do... tam tam * werble *,  bo musi, i co widzi na pierwszym planie otwierając drzwi do ...miejsca, gdzie każdy król idzie sam :p? otóż widzi na podłodze trzy, albo cztero centymetrowego z dużymi czułkami karaczana alias karaluch. Wasz koteł miast się na niego rzucić, w końcu jakiś szkodnik, to o mało nie wykitował, i nie byłoby koteła, cóż to byłaby strata dla ludzkości :D Ale opanowując pierwszy strach?, a może zaskoczenia, tak tak Wasz koteł się nie boi niczego * a Nietzschego zostawmy w spokoju :p *
       Przegoniłem szkodnika i czmychnął kaj * lubię to słowo, jest takie inne , tak wiem, skąd pochodzi* pieprz rośnie, po czym wróciłem do pokoju i dalej do pisania :d * właśnie skończyła mi się marchewka... jadłem ją jakby co :p *



    Przerwa na reklamy.....



    Żegnamy reklamy...


               A teraz przenosimy się o dwadzieścia lat wstecz i dochodzimy do mojego czwartego roku życia, który był dla mnie przełomowy, a dlaczego, bo poznałem swoją pierwszą prawdziwą rodzinę.... co to znaczy zapytacie? Otóz Wasz kociak nigdy nie poznał swoich kocich rodziców, tylko został oddany do "schroniska" dla naszego gatunku :D

        Żyłem sobie tak przez cztery lata i pewnego wiosennego dnia zobaczyłem wchodzących ich, nie byli oni jakoś najpiękniejsi, ale dla małego kociaka najcudowniejsi, bo tego niesfornego wybiegającego później na ulicę jak gdyby nic urwisa  chcieli * nie żeby mieli zbytnio wybór, ale ciii... nie psujmy idylli *

          Początkowo ponoć Wasz kociak nie mógł  się przyzwyczaić do nowego miejsca  i był jak chomik, miałem swój dobytek ze sobą :D :P


I tak mijały dni, miesiące aż do moich urodzin czwartych, które były wielkim wydarzeniem :D


Na dziś tyle następnym razem opowiem o urodzinach i wścibskiej sąsiadce :p

Do następnego skoku na bangee :D :D






kot koteł się wprowadza :)

Miau mrrr miau uuu 


Czyli innymi słowy zaczynamy...

 

 

Po wielu myślach i namowach ( dziewczyny macie u mnie pizzę... kocią of kors ;) ) stwierdziłem, że mogę wylać na papier co myślę i co mi się kiedyś lub teraz wydarzyło, dzieje 

Oczywiście, że nie zamierzam mówić wszystkiego, ale większość...

DLACZEGO CHCE TO PISAĆ I CZY KTOŚ SIĘ ZAINTERESUJE??!!!

Nie mam pojęcia prawdę mówiąc, ale nawet jeśli będę pisał dla paru osób lub tylko dla siebie nie będzie to złe, czemu? Bo to będzie forma terapii dla mnie :)

Może zacznę od tego czy,  kim, lub co tam chcecie jestem, otóż jestem kotem, oczywiście tylko mentalnie,  choć ogona moim futrzanym braciom zazdroszczę, uwielbiam kąpiele choć i z tym wiążą się pewne historie ;) ale to kiedyś...

Nie wiem jaki będzie miało to efekt lecz uważam,  że będzie to ciekawa przygoda dla mnie :P i być może dla Was...

Na dzisiaj to wszystko następny wpis będzie miał już formę dziennika :) do napisania lub skoczenia z bangee gdyż nic nie jest pewne :P